Gazetka Szkolna

Numer 7 - marzec 2010

 

 

 

Gimnazjalne Wieści

 

                   Miesięcznik wydawany w Gimnazjum nr 2 w Świeciu

                   Nr 7, marzec 2010  

 


Zimno. Wiatr w polu hula,
Wyje jak zwierz,
Śniegi podrywa, dusza ma jakaś ponura, -
Kiepsko dziś jest!
Ale coś w serce mym śpiewa: Nie martw się!
Bo przyjdzie wiosna znów!
Zawoła: "Przebudź się, ziemio! Przebudź
Z głębokiego snu!"
Znów wyjrzy słońce,
Zazielenieje trawka na łące,
Wybuchnie wiosna i jak wiatrem rozwieje
I smutek i zmartwienie!

 

Już prawie jest! Zbliża się wielkimi krokami, choć zima w tym roku łatwo nie ustępuje. Jeszcze czasem zmrozi, jeszcze sypnie śniegiem, ale jej koniec jest nieuchronny. ..Wiosna! Nowe życie, nowe nadzieje. Dla wielu z nas ta pora roku to także czas ważnych decyzji, wyborów, dylematów. Trzecioklasiści zaczynają poważnie myśleć o przyszłości. Przed nimi pierwszy poważny egzamin. Niedawno, podczas rekolekcji, mogliśmy sobie uświadomić, że droga wiodąca ku dobru jest trudniejsza, wymaga wyrzeczeń, cierpliwości, ale cel jest wart wszelkich trudów. Może to przesłanie ułatwi niektórym podjęcie decyzji. Pamiętajmy łacińskie przysłowie: „Per aspera ad astra” („przez ciernie do gwiazd”).

 

„ Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą”, czyli kilka refleksji o „ Świętoszku” Moliera

 

„Świętoszek” ! Kolejna nudna lektura! Dobrze, że nadarzyła się okazja obejrzenia spektaklu. Nie trzeba przynajmniej czytać.” Tak sobie pomyślał pewnie niejeden trzecioklasista. Trudno. Myślę, że każda okazja jest dobra, by poznać dzieło, które należy do klasyki. Nie zrozumie się wielu odniesień, aluzji, nawiązań, trawestacji, jeśli się nie zna podstaw, źródeł, z których czerpią inspiracje inni twórcy. ( Czy teraz już wiecie, na jakiej postaci był wzorowany Rejent Milczek z „Zemsty” A. Fredry? Tak, tak, ten od „Nich się dzieje wola nieba...”)

Molier znany jest przede wszystkim jako krytyk wszelakich wad ludzkich. Nie szczędził nikogo spośród swoich rodaków: wyśmiewał skąpstwo, wykwintne damulki, zdradzanych mężów, fałszywą pobożność...Żadna jednak komedia nie doprowadziła do tylu ataków na twórcę, co „Świętoszek”. Oburzeni obłudnicy, wykorzystując swe wpływy, doprowadzili do tego, iż sztuka została obłożona klątwą i przez długi czas istniał zakaz jej wystawiania. ( Warto sobie zadać pytanie, dlaczego tak się stało, wszak „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”).Niemało zabiegów musiał poczynić Molier, by znów pozwolono mu grać tę komedię.

Dziś nie ma żadnych ograniczeń i dzieła Jeana Baptiste’a Poquelina (Moliera) bawią widzów na całym świecie. Na tym właśnie polega ponadczasowość prawdziwej Sztuki, że jest uniwersalna, aktualna, niezależnie od miejsca i czasu. To prawda, że obecnie nie bardzo przemawiają do nas filmy, spektakle kostiumowe. Warto jednak sobie uświadomić, że tak naprawdę charaktery i postawy ludzkie są niezmienne. Czy obłuda, hipokryzja, małostkowość, zakłamanie w relacjach międzyludzkich już nie funkcjonują? Ukrywają się najwyżej pod innym płaszczykiem...

Młody widz po wyjściu z teatru odetchnąć może jedynie z ulgą, że dzisiaj nie istnieje całkowite uzależnienie dzieci od rodziców z przyczyn materialnych, że ojcowie nie mają nieograniczonej możliwości decydowania o losie swych potomków, że życie rodzinne nie jest podporządkowane wyłącznie głowie domu... A może jest inaczej? Prawda, że wcale nie ma się z czego śmiać?

Polonistka

„Świętoszek” w oczach gimnazjalistów


Dnia 23 lutego br. wraz ze swoją klasą miałam okazję obejrzeć przedstawienie teatralne na podstawie komedii Moliera - „Świętoszek”.

Akcja sztuki toczy się w latach 60. XVIIw. w  Paryżu, w domu Orgona - zamożnego mieszczanina i jego drugiej żony –Elmiry. Orgon sprowadza do swego domu Tartuffe`a i traktuje go jak członka rodziny. „Świętoszek” korzysta jak może z gościnności gospodarza. Orgon dopiero na końcu dzieła dowiaduje się z dwulicowości Tartuffe`a.

Moim zdaniem przedstawienie nie było najlepsze. Choć miało trafić do młodego odbiorcy, młodzież wg mnie na spektaklu po prostu się nudziła. Gdybym nie miała za sobą lekcji wprowadzającej – nic bym się nie dowiedziała. Postacie były przerysowane , lecz zarazem wcale nie śmieszne. Choć to komedia – ja wcale się nie śmiałam. Finał z laserami nie komponował się z XVII-wieczną całością i był po prostu nie na miejscu.

Nie jest to widowisko, na które wybrałabym się jeszcze raz, ani takie, które bym długo pamiętała.

                                                                                                                                                Patrycja z III b


Dnia 23 lutego 2010r. wybraliśmy się z klasą do kina „Wrzos” w Świeciu na spektakl pt.: „Świętoszek” autorstwa siedemnastowiecznego francuskiego pisarza Moliera. Sztukę tę wystawili aktorzy z Wrocławia. Przedstawienie trwało około godziny.

Komedia ta ukazuje dwulicowość i obłudę tytułowego bohatera. Udaje on osobę pobożną i cnotliwą. Czyni to wszystko, aby ożenić się z córką bogacza i posiąść jego majątek. Ostatecznie jednak on i jego złe zamiary zostały zdemaskowane.

Przedstawienie wywarło na mnie duże wrażenie. Bardzo podobała mi się gra aktorów. Szczególnie zapamiętałem osobę, która wcieliła się w postać służącej Doryny. Moją uwagę zwróciły również ciekawe stroje.

Moim zdaniem ostatnią scenę, w której aktorzy żegnali się z widownią wykonano zbyt nowocześnie, ale cały spektakl uważam za dobry.

                                                                                

                                                                                                                                                    Jacek III b    

 

 

WYWIADY, WYWIADY...

 

Mam dziś wielką przyjemność przeprowadzenia rozmowy z Panem Radosławem Pyrką. Jest to nauczyciel historii w naszej szkole. O tym wiedzą wszyscy. Chciałabym, aby ten wywiad przybliżył Wam Pana Radosława jako człowieka wielu niezwykłych pasji. Jedną z nich jest harcerstwo, do którego należę również ja, więc pozwolę sobie na zwracanie się do mojego gościa po harcersku. J


R.B:  Większość uczniów, nie wie o tym, że druh prowadzi własną drużynę harcerską. Proszę, coś o niej opowiedzieć .


R.P.: Jestem drużynowym 9 Drużyny Wędrowniczej „Sfora”. Pomysł założenia drużyny narodził się w 2008r. Sama drużyna jest dość młodą jednostką, ale zrzesza w swoich szeregach doświadczoną kadrę, składającą się w znacznej części z absolwentów naszego gimnazjum. Więcej informacji o drużynie można znaleźć na stronie internetowej Gimnazjum nr 2.



 R.B:   Od kiedy zaczął się druh interesować ZHP ?


 R.P.:  Już w szkole podstawowej chciałem wstąpić w struktury ZHP, ale, niestety, drużyna w mojej podstawówce została rozwiązana. Następnie, będąc w liceum nawiązałem kontakt z drużyną z Bydgoszczy, z którą czasami spotykałem się na leśnych „przedsięwzięciach.”



 R.B:   Jakie są druha plany na najbliższy rok harcerski ?


R.P.:  Chciałbym, żeby nasza drużyna wzięła udział w obchodach 600-lecia bitwy pod Grunwaldem i 100-lecia ZHP na Zlocie Grunwaldzkim w lipcu. Poza tym mamy zamiar uczestniczyć w różnych rajdach i imprezach o charakterze ogólnopolskim np. „Ogólnopolski Rajd Kopernikański” i „Rajd Świętokrzyski”


R.B:   Jak to jest być druhem drużynowym ? I jakie trzeba spełnić warunki na tę funkcję ??


R.P.:   To wbrew pozorom ciężkie zadanie, jednakże dające dużo satysfakcji… Przede wszystkim trzeba chcieć… i liczyć się z poświęceniem swojego wolnego czasu. Poza tym należałoby skończyć odpowiednie kursy przygotowujące do tej funkcji.


R.B:    Co jest dla druha największym celem w życiu harcerskim ?


R.P.:   Wychować swojego następcę… to cel każdego drużynowego. Mam nadzieje, że ktoś zarazi się tą pasja i będzie się starał żyć zgodnie z prawem harcerskim, a po latach stwierdzi, że czas spędzony w „ Sforze” nie był zmarnowany.


R.B:    Drugą , ważną pasją, w życiu pana jest wspinaczka górska. Czy chciałby pan nam coś o niej opowiedzieć ?


R.P:   Muszę to trochę sprecyzować. Na razie umiejętności i sprzęt nie pozwalają mi na uprawianie typowej wspinaczki górskiej. Uprawiam raczej tzw. turystykę górską kwalifikowaną. Po prostu lubię chodzić po górach… latem, zimą i nie zawsze po wyznaczonych szlakachJ


R.B:     Skąd wzięła się pasja  chodzenia po górach ?


 R.P:   Trudno powiedzieć. Cała moja rodzina pochodzi z południa, więc po drodze do niej zawsze przejeżdżałem przez Beskidy i Bieszczady. Poza tym już w podstawówce lubiłem czytać książki poświęcone wyprawom wysokogórskim i polarnym.


R.B:     Największy szczyt, zdobyty przez pana?


R.P:   Nie wysokość jest dla mnie najważniejsza w chodzeniu po górach, ale trudności związane z samym zdobywaniem szczytu. Pomimo, że Rysy (2499m) są najwyższą górą w Polsce, to jednak zimowe podejście na Babią Górę (1725m)i biwak na jej szczycie uważam za znaczny wyczyn. Ponad 12h walczyliśmy z huraganowym wiatrem i ogromnym mrozem w porwanym i połamanym namiocie.


R.B:      Najlepsza pora roku na wspinaczkę ?


R.P:   To zależy od potrzeb. Pięknie jest latem i jesienią, ale to wiąże się z tłokiem na szlakach. Zimą nie ma nikogo na szlaku, ale wędrówka staje się wymagająca.


R.B:       Czy wspina się pan  na ściankach ?


R.P:   W miarę możliwości staram się jeździć na sztuczną ściankę do Bydgoszczy.


R.B:      Przejdźmy teraz do wyścigów zaprzęgowych. Opowie nam coś pan o tej dyscyplinie sportowej ?


R.P:   To jeszcze mało popularny sport w Polsce. Początki sięgają lat 90tych, ale w dość szybkim tempie się rozwija. Sport zaprzęgowy występuje w wielu odmianach – na śniegu lub bez. Dla tych, którzy posiadają jednego psa, odpowiednimi dyscyplinami są  canicross (biegacz + pies) i bikejoring (kolaż + pies) oraz skijoring (narciarz + pies). Dla posiadaczy większej liczby psów są już konkurencję zaprzęgowe. Specjalne scootery (hulajnogi), wózki trzy i czterokołowe lub sanie na śnieg. Jeżeli chodzi o psy, to nadają się wszystkie, które kochają biegać, ale najbardziej preferowane są psy ras północnych.


R.B:      Skąd, wzięło się to, nietypowe zainteresowanie i jak długo trwa?


R.P:   Tak samo jak z górami, po części zaczęło się od książek, poświeconych różnym wyprawom polarnym, a z drugiej strony zainteresowanie wilkami i ich życiem przyciągało mnie w stronę Syberyjskich Husky. Na samych zawodach startuję od ponad 2 lat.


R.B:      Czy psy ciągnące sanie, należą do pana ? Jaka to rasa ? I jak się wabią ?


R.P:   Niestety, pieski z ostatnich zimowych zawodów nie należą do mnie. Były to Psy Grenlandzkie, jest to jedna z najbardziej pierwotnych ras psów zaprzęgowych. Suczka wabi się Hevtig, a piesek Heng.


R.B:      Największy sukces ?


R.P:   Z sukcesami ciężko, jeżeli startuje się na nie swoich psach, ale zadowolony jestem z drugiego miejsca w ogólnej klasyfikacji Ligi Zaprzęgowej w canicrossie za rok 2008r. oraz z ostatnio zajętego miejsca na zawodach zimowych.


R.B:      Największe marzenie związane z zaprzęgami i wspinaczką ?


R.P:    Stworzyć porządny zaprzęg i wystartować w jednym z największych kilkudniowych wyścigów psich zaprzęgów na Alasce (trasa ok. 1800km) Jeżeli chodzi o marzenia górskie, to mam bardziej realne i powoli do nich dążę. Wejść na Mount Blank.


R.B:      Czy chciałby pan  nam coś jeszcze przekazać ?Może kilka rad dla „domorosłych treserów” psów?


R.P:    Psa trzeba kochać i okazywać mu to, jednakże trzeba też wytyczyć pewne granice i należy je bezwzględnie przestrzegać. Nic na siłę...


R.B:      Proszę o dokończenie zdań :


* Ulubiona potrawa to...  Tak jak wcześniej- placki po bieszczadzku - ale w ładnym plenerze.


* Ulubiony dzień tygodnia to... dzień wolny J


* Ulubiona dyscyplina sportowa ...to zaprzęgi i wspinaczka (cóż mogę innego powiedzieć?J)


* Rodzina to... najważniejsza sprawa na świecie; wsparcie i bezpieczeństwo


* Moje marzenie...  jak wyżej


* Wymarzona podróż ...Arktyka, Himalaje, Karakorum


* Lubię czytać...różne książki, byleby były ciekawe… J


Dziękuję za udzielenie niezwykle interesującego wywiadu. Mamy nadzieję, że nasi czytelnicy zrozumieją, że warto mieć w życiu pasję, cele, do których się dąży.   W imieniu Redakcji życzę Panu [Druhowi]  sukcesów zawodowych , tych małych i tych dużych,  oraz życiowych i, oczywiście, związanych z Pana pasjami.


Druhna Renata

 

Kącik mola książkowego

  Meg Cabot – „Top modelka”

      Kolejny książkowy hit autorki “Pamiętnika księżniczki” ukazał się w 2008r. w Warszawie dzięki wydawnictwu „Amber”.

     Główna bohaterką jest licealistka Em – feministka, fanka gier komputerowych, przeciwniczka gwiazdorów pop’u i modelingu, zakochana na zabój w najlepszym przyjacielu. Będąc w centrum handlowym ze swoją siostrą, ratuje ją przed upadającym ekranem plazmowym. Budzi się kilka tygodni później w szpitalu, w ciele top modelki Nikki Howard! Ciało Em było zmasakrowane, lecz mózg był w pełni sprawny – traf chciał, że tego samego dnia, na wylew, zmarła znana na całym świecie modelka. By Em mogła żyć dalej, musi stać się Nikki – nikt oprócz jej najbliższej rodziny nie zna prawdy, dla reszty Emerson Watts zginęła. Wszystko się komplikuje, gdy Em musi opuścić dom rodzinny, zamieszkać z przyjaciółką Nikki – Lulu i spotykać się ze swoim już chłopakiem, wzdychając jednocześnie do zatraconego w żalu, po stracie Em, przyjaciela. Jak jej losy się potoczą?

     Książka jest bardzo ciekawa  - ukazuje cienie życia wśród świateł reflektorów. Na pewno przeczytam kolejna część, a tymczasem polecam wam dzieło rewelacyjnej Meg Cabot – „Top modelka”.




          Patrycja